poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 1

-Panie Malik, szef wzywa pana do swojego gabinetu.
Z zamyślenia wyrwały mnie słowa niskawej, rudowłosej sekretarki. Spojrzałem na jej pulchną twarz, a kąciki jej ust lekko zadrżały. Posłałem jej ciepłe spojrzenie i podniosłem się z pozycji siedzącej.
-Powiedz mu, że zaraz przyjdę, Sophie.
Spojrzała na mnie zza swych czarnych oprawek i wystukała coś w klawiaturze swojego laptopa. Odchrząknąłem i stanąłem naprzeciwko drzwi. Zapukałem w mahoniowe drewno i czekałem na pozwolenie. Zza drzwi usłyszałem ochrypłe "proszę".
Sięgnąłem za metalową klamkę i pchnąłem drzwi. Szczerze mówiąc to bałem się trochę. Nie wiedziałem o co chodzi. Dźwięk telefonu wyrwał mnie z mojego jakże płytkiego snu, a głos ze słuchawki kazał przyjechać na posterunek.
Poprawiłem swoją czarną, skórzaną kurtkę, podciągając jej rękawy. 
-Chciał mnie Pan widzieć - palnąłem bez namysłu. Szlag, brzmię jak jakiś strachliwy nastolatek.
-Tak, Zayn. Usiądź-wskazał dłonią na fotel, obszyty czerwoną, drogą skórą.
Spiąłem się cały, lecz spojrzałem na mężczyznę. Jego wyraz twarzy wyrażał rozbawienie. Nie byłem pewny co jest powodem jego dobrego humoru. Może moje trzęsące się dłonie i mój pot na czole, go tak bawią? A może po prostu ma dobry humor?
Nie wiem. Chyba nie chcę wiedzieć. Malik uspokój się.
Siadłem na fotelu, który zaskrzypiał pod moim zadkiem. O Allahu, o co temu dupkowi może chodzić? Podrapałem się bezradnie w głowę i czekałem na wyrok.
-Zayn, chłopie nie denerwuj się tak, bo okresu dostaniesz - zaśmiał się mój szef.
Wzniosłem wzrok z moich czarnych, błyszczących wiedenków i spojrzałem na twarz mężczyzny. Jego słowa dopiero teraz dotarły do mych uszu, przez co na moich ustach zagościł szczerzy, niewymuszony uśmiech. Zrelaksowałem się trochę, gdy wyjął z barka kryształ. Postawił przeźroczystą butelkę na blacie biurka i wyjął korek. Nalał do obu szklanek bursztynowej cieczy i podał mi ją.
-Dziękuję Panu.
-Oh, nie ma za co. Pomoże Ci się rozluźnić - puścił do mnie oczko.
Upiłem z kryształowej szklanki łyk whisky. Gorzka ciecz rozgrzała moje gardło, przez co w moich oczach pojawiły się łzy. Odstawiłem szkło na blat i przejechałem spoconymi dłońmi po moich ciemnych dżinsach.
-Lepiej? - zapytał swoim barytonem.
-O wiele lepiej proszę Pana - skłamałem.
-Mów mi po imieniu, Zayn. Jesteś tylko parę lat młodszy ode mnie...
-Ale za to na wyższym stanowisku niż ja, więc powinienem mieć do Pana szacunek - dokończyłem, wypowiadając wyuczoną regułkę, którą uczyli mnie rodzice. 
-Oh, zamknij się! - uniósł w górę butelkę i dolał mi bursztynowej  cieczy do szklanki - Pij. Musisz się rozluźnić.
Skinąłem głową i uchyliłem z niej całą jej zawartość, po czym głośno odetchnąłem. Spojrzałem na szefa. Jego rude włosy wpadające w brąz, zakrywały jego wysokie czoło. Kołysał delikatnie fotelem na którym siedział i wpatrywał się tępo w swoje długie palce u dłoni. Parę kolejek, rozluźniło mnie całkiem. Czułem się swobodnie i wesoło, co jest dość dziwne u mnie.
-No więc Zayn...-zaczął.
-Tak, Dean?
-Pewnie się zastanawiasz dlaczego Cię tu zaprosiłem...
-To nie było zaproszenie, to był nakaz z Twojej strony - zachichotałem.
Jego zielone oczy robiły się coraz mniejsze. Nogi oparł o blat biurka i skrzyżował je. Wyjął z szuflady cygara i podał mi jedno, następnie podpaliłem je swoją zapalniczką. Zaciągnąłem się i wypuściłem dym z ust.
-No więc, Zayn...Dobrze się spisujesz - wypuścił dym przez  dziurki od nosa - Złapałeś  tamtego dilera i jego bandę. Dodatkowo wyciągnąłeś z nich gdzie ukryli towar. To już nie pierwszy raz.
-To nic wielkiego, to moja praca...
-Zamknij  się. Ja teraz gadam - posłał mi wrogie, przyćmione alkoholem spojrzenie - Dostajesz awans.
-Dostaje kurwa co? - wstałem z fotela.
Wytrzeszczyłem na wpół otwarte oczy i syknąłem pod nosem, gdy palące się cygaro poparzyło skórę mojej dłoni. Dean uśmiechnął się od ucha do ucha i zaciągnął się po raz kolejny.
-To co słyszałeś. Przydzielam Ci kolejnego partnera. Znasz może Harryego?
-Tego od spraw zaginięć?
-Tego właśnie. Wyjedziecie do Rzymu. Macie tam do załatwienia parę spraw, miedzy innymi uchwycenie gangu. 
-To nie będzie trudne...
-Handlują na czarnym rynku diamentami , narkotykami i żywym towarem.
-Nie problem.
-Widzę, że dobrego człowieka przydzieliłem do tej sprawy, Zayn.
-Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę.
-Również mam taką nadzieję, a teraz zmykaj. Późno już.
Spojrzałem na zegar, który powieszony był naprzeciwko mnie. Zegar wybił trzecią w nocy. Miał rację, że jest późno... 
- Zadzwonię po taksówkę. 
- Dzięki za wszystko, Dean. 



Spojrzałem w lustro, powieszone na kremowej ścianie mojego pokoju. Stop. Mojego starego pokoju.
 Przejechałem dłonią po  swoich czarnych włosach. Czułem się dziwnie. Z jednej strony pragnąłem stąd odejść, zacząć żyć, a z drugiej nie chciałem opuszczać rodzinnego miasta. Przeżyłem tu tak wiele pięknych, jak i tych gorszych  chwil. 
Westchnąłem głośno i tupnąłem parę razy swoimi wypastowanymi butami. 
-Malik weź się w garść- wysyczałem przez zaciśnięte zęby.
Jeszcze raz spojrzałem w lustro. Włożyłem przez głowę szarą bluzę z kapturem i nałożyłem na to swoją ukochaną, czarną, skórzaną  kurtkę. Poprawiłem jej kołnierz, stawiając go do góry. Nie chcę się przechwalać, ale wyglądam jak model.
Czasem zastanawiam się dlaczego odrzuciłem propozycję od Johna Galliano. Jednak nie żałuję, nie nadawałbym się do roli modela. Praca w policji mnie uszczęśliwia i pomimo tego całego stresu czuję się wyśmienicie. Mam siłę i wigor, jak to powiedział kiedyś Dean, a tego właśnie potrzeba policjantowi.
Poprawiłem ściągacze bluzy i zadrżałem czując jak ktoś obejmuje mnie od tyłu. Odwróciłem się natychmiast chcąc zamachnąć się i odepchnąć napastnika. W porę jednak zrozumiałem, iż nie jest to żaden złoczyńca, lecz moja młodsza siostrzyczka. Nie wiem co bym sobie zrobił, gdybym ją uderzył...
-Zayn!- pisnęła i wtuliła się we mnie po raz wtóry.
-Safaa, słońce Ty moje - zaśmiałem się i wziąłem ją na ręce.
Wpatrywała się we mnie swymi szarawymi, zaszklonymi oczami. Pojedyncza łza spłynęła jej po policzku. Starłem ją opuszkiem palca i przykucnąłem. 
-Nie płacz, maleńka...-poprosiłem, czując narastającą gulę w gardle.
-Zayn nie objeżdżaj, proszę - wychlipiała żałośnie.
Nie mogłem jej niczego obiecać, przecież już wszystko ustalone. Mam zarezerwowany lot już za godzinę i znając życie to przez moją rodzinkę się spóźnię.Wtuliłem mocno w siebie jej drobne ciałko i uniosłem wzrok ku otwartym drzwiom w których stała Waliyha. Włosy spięła w wysokiego, luźnego koka. Jej twarz nie wyrażała smutku, ani szczęścia. Była obojętna, oziębła jak nigdy. Skrzyżowała ręce na piersi i oparła się o framugę. Przekręciła delikatnie głowę w bok i mruknęła coś pod nosem.
-Chodź pożegnać się z braciszkiem - zawołałem do niej wesoło.
Ruszyła leniwie w moją stronę i mógłbym przysiąc, iż w jej źrenicach zamajaczył się smutek. Przykucnęła obok nas i potarła dłonią, pleców małej starając się dać jej odrobinę otuchy. Na ten gest Safaa, oderwała się ode mnie i spojrzała na siostrę z czystą nienawiścią. Byłem zdziwiony, nawet nie wiedziałem jak zareagować. Nie sądziłem, iż siedmioletnie dziecko jest w stanie rzucać takimi piorunami ze swoich oczu.
-Ty nawet nie jesteś smutna, że Zayn odjeżdża! - krzyknęła swym piskliwym głosem, oskarżając swoją siostrę- Nie będziesz za nim tęsknić?! Jesteś wredna!
-Będę.- odparła krótko, bez emocji. Cholera, zabolało.
-Safaa, nie mów tak do siostry - usłyszałem głos mojej mamy.
Jej twarz była zapuchnięta od płaczu. Wytarła ukradkiem łzy z policzków, myśląc, że nie zauważę. Jej makijaż rozmazał się lekko, a moje serce krajało się na drobne kawałeczki. Nigdy nie mogłem patrzeć gdy płacze. 
Z trudem powstrzymywała łzy. Safaa wybiegła z pokoju cała zapłakana. Brunetka spojrzała na mnie swoimi brązowymi, zaczerwienionymi oczami. Już miała pobiec za swoją najmłodszą córką, lecz Waliyha ubiegła ją. 
-Mamuś...-zacząłem, widząc jak ociera łzy.
Wstałem z klęczek i podszedłem do niej. Spojrzała na mnie z dołu i lekko się uśmiechnęła. Posłałem jej pytające spojrzenie, na co zamrugała gwałtownie.
-Tak szybko urosłeś...Jeszcze niedawno nosiłam Cię wraz z...
-...z tatą? - zmarszczyłem brwi. Po co to powiedziałem? Idiota.
-Tak, Zayn...- zamilkła - Byłeś taki maleńki, ważyłeś zaledwie kilogram wiesz? Bałam się, że gdy tylko wezmę Cię na ręce coś Ci niechcący zrobię...a teraz stoisz tu. Wyższy ode mnie o głowę.
Zalała się kolejnym potokiem łez, tak samo gdy wyprowadzałem się stąd cztery lata temu.
-Mamo...przecież tu wrócę. Nic mi nie będzie. Potrafię o siebie zadbać...
-Wiem o tym, Zayn - poprawiła moje włosy, a ja zmarszczyłem nos. Nikt nie mógł tego robić, nikt prócz jej.
Przytuliłem ją mocno. Czułem jak się uspokaja. Czemu rozstania są tak bolesne?
-Chodźmy, Zayn. Twoje walizki są już w taksówce.
Skinąłem głową. Objąłem ramieniem mamę i ruszyłem schodami w dół. Rozejrzałem się po korytarzu, przyglądając co chwila fotografią z dzieciństwa. Mimo wszystko było szczęśliwe i dobrze je wspominam. Dopiero potem wszystko zaczęło się psuć...
Brązowowłosa dziewczyna o mocnym makijażu, wyszczerzyła się do mnie. Tak, moja  starsza siostra zawsze lubiła się wyróżniać. Lubiła być w centrum uwagi i trzeba przyznać, że zawsze jej to wychodziło.
-Gotowy na nowe życie? - pisnęła radośnie.
-N-nie wiem...- wyjąkałem szeptem, tak aby tylko ona mogła mnie usłyszeć.
-Nie przesadzaj. Jesteś Malik, sam wiesz, że to do czegoś zobowiązuje - uśmiechnęła się - Pracuję, więc spokojnie. Zaopiekuję się nimi na czas Twojej nieobecności.
-Naprawdę? - uniosłem brwi ku górze i przytuliłem ją mocno.- Dziękuję Ci.
Odsunąłem się od niej i spojrzałem po reszcie. Safaa nadal płakała jednak gdy ukucnąłem naprzeciwko niej i wręczyłem jej prezent jej oczy rozbłysły radością. 
-Tylko nie otwieraj. Dopiero jak odjadę, dobrze? - spytałem na co ta pokiwała główką, tak mocno, iż jej czarne włosy wleciały jej do roześmianej buzi.
Uwielbiałem gdy się uśmiechała. Była taka niewinna...nie pozwoliłbym, aby ktokolwiek ją skrzywdził. Tak samo, jeśli chodzi o resztę mojej rodziny. Nigdy więcej.
Przytuliłem do siebie mamę, następnie Waliyha, której wsadziłem ukradkiem do kieszeni mały drobiazg.
Cała trójka pomachała mi na pożegnanie gdy wsiadłem do taksówki.
-Na lotnisko - rzuciłem do taksówkarza i odetchnąłem głęboko.


-Czujesz to? Lecimy do Rzymu!!! - wrzasnął mój partner.
-Czym się tak ekscytujesz? - spytałem lekko rozbawiony.- To zwykłe miasto tak jak i Londyn.
-Oh nie przesadzaj, Malik! Tu ciągle pada, jest pochmurno...a tam?! Słońce!
Zaśmiałem się gardłowo i kiwnąłem głową chcąc dać mu znać, że zgadzam się z nim. Pomimo tego, że na oko wygląda na skurwiela, jest sympatycznym kolesiem. Rozbawił mnie gdy tylko zauważył mnie na lotnisku. Zaczął wymachiwać rękoma, unosząc do góry tabliczkę z moim imieniem i nazwiskiem. Idiota.
-Nie jedziemy tam, aby się opalać...
-Przecież nie będziemy ciągle pracować! - żachnął się oburzony.- Przynajmniej ja nie zamierzam.
Westchnąłem cicho i zmrużyłem oczy. Nie wiem jak on, ale ja zamierzam odnaleźć ich i powyrzynać im gardła. Oczywiście w przenośni, no chyba, że zajdzie taka potrzeba. Na samą myśl kąciki moich ust zadrżały.
-Wiesz w co się pakujemy? - spytałem.
-No jasne! Szef mi wszystko powiedział. Handlują narkotykami, diamentami i żywym towarem. Nic trudnego.
-Tak myślisz? Samo uchwycenie ich będzie trudne, a rozgryzienie ich...
-Oh nie marudź. Damy sobie radę. Nie bez powodu, Dean wziął nas dwóch, prawda? - siknąłem głową - Musi nam ufać i tyle. Uuuu jedzenie! Tutaj! Proszę panią tutaj!
Zaśmiałem się, gdy stewardessa podeszła do nas, a Styles zaczął wygłaszać swoje zamówienie. Mam nadzieję, że go po tym nie zemdli, ponieważ nie zamierzam po nim sprzątać.
Zielonooki zaczął opowiadać mi jakiś sprośny kawał, jednak nie słuchałem go. Byłem pochłonięty swoim własnym światem. Zastanawiam się tylko, czy zburzy się tak szybko jak tylko się zaczął.


Po kilku godzinach lotu zawitaliśmy do Rzymu… Co prawda, jakoś szczególnie nigdy mnie nie zafascynowało.  Pewnie dlatego, że fotografie nie oddają tego  niezwykłego klimatu. Pozornie to miejsce nie różni się od innych na tym świecie. No właśnie… Pozornie…

Razem z Harrym zameldowaliśmy się w pięciogwiazdkowym hotelu. Styles postanowił poflirtować z długonogimi recepcjonistkami, ja natomiast poszedłem na miasto. Mijałem ludzi robiących sobie zdjęcia, upamiętniający pobyt we Włoszech. Mimo, że była zima, nie było tutaj ani grama śniegu. Uliczki były ozdobionymi świątecznymi dekoracjami. Latarnie lekko świeciły, dzięki czemu nadawały tajemniczy i romantyczny klimat. Nie rozumiem, jak w takim pięknym mieście, może rozwijać się przestępczość. Przecież to nie mieści się w głowie. Handel ludźmi i narkotykami w takim miejscu? 
Zatrzymałem się przy wielkiej fontannie, próbując zapamiętać każdy jej centymetr.
- Niesamowita nieprawdaż?  - usłyszałem głos za sobą.
Odwróciłem się i spostrzegłem starą kobietę, która stała nieopodal mnie. Miała około sześćdziesięciu lat i z pewnością była włoszką. Poznałem po urodzie.
- Oh tak. Przepiękne – odpowiedziałem szczerze, patrząc na podświetloną fasadę budynku. Była ona ogromna i wysoka. 
- Zbudowana została w XV wieku, a tak dobrze się trzyma – mówiła zafascynowana staruszka – Ty chyba nie jesteś tutejszy?
- Nie.
- Widać od razu... Jesteś zagubiony i doświadczony strasznymi przeżyciami - wzięła w swoje ręce moją dłoń - Ale nie martw się... W Rzymie wszystko się zmieni. Uzyskasz odpowiedzi na Twoje pytania...
Patrzyłem na nią w szeroko otwartymi oczami. Co ona jakaś wróżka czy co?
- To pewnie nie wiesz, że ta fontanna ma przedziwną moc – uśmiechnęła się lekko, wracając do wcześniejszego tematu
- Moc? Jaką? – powiedziałem, śmiejąc się pod nosem.
- To nie żadne żarty chłopcze. Musisz wrzucić do fontanny, przez ramie do tyłu, kilka drobnych monet. Jeśli wrzucisz jedną – zapewnisz sobie powrót do Rzymu. Jeśli dwie – czeka cię gorący romans, a jeśli wrzucisz trzy – możesz się spodziewać ślubu. Wybór należy do Ciebie.
Spojrzałem na podświetloną wodę. Faktycznie, dopiero teraz zauważyłem, że na dnie leżą monety. Odwróciłem się do w stronę kobiety, ale jej już nie było. Dziwne…
Włożyłem dłoń do kieszeni kurtki i wyjąłem kilka drobnych monet, zastanawiając się ile ich wrzucić...

~~~~~~~~~~~~
Cześć wam. O to ruszyliśmy z pierwszym rozdziałem ! Mamy nadzieję, że wam się spodobał ! Komentujcie, bo to przyśpieszy dodanie kolejnego rozdziału. Jeśli wam się podoba - polecajcie znajomym. Zapisujcie się w zakładce informowani jeśli chcecie być na bieżąco jeśli chodzi o nowe rozdziały.
Na razie za wiele się nie dzieje, ale uwierzcie nam to się zmieni !
Do następnego rozdziału ! Love u !


3 komentarze:

  1. cudowny rozdział. czekam na next'a

    OdpowiedzUsuń
  2. Super blog ! :* Czekam już na następny i nie moge się doczekać ♥ Jestem ciekawa ile Zayn wrzuci monet <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, cudo *-* oby wrzucił trzy :)

    OdpowiedzUsuń